Stanowiska i helpdesk dla reszty firmy
Sprzęt, konfiguracja, zgłoszenia i onboarding, głównie dla osób spoza zespołu technicznego. Deweloperzy zwykle zostają przy własnych maszynach i tak jest dobrze.
W każdej innej firmie argument brzmi „nie macie się kto tym zająć". Tutaj nie brzmi, bo macie dwudziestu ludzi, którzy potrafią postawić serwer lepiej niż niejeden administrator. Pytanie jest więc inne i tylko na nie odpowiadamy na tej stronie: które zadania opłaca się oddać, skoro godzina Waszego inżyniera kosztuje tyle, ile kosztuje.
Zakres jest wąski celowo. Nie piszemy kodu, nie prowadzimy Waszego CI/CD i nie dotykamy infrastruktury produktu ani środowisk klienta, bo to należy do Waszego zespołu i nikt z zewnątrz nie zrobi tego lepiej. Bierzemy IT samej firmy: stanowiska, konta, licencje, kopie i sprzęt stojący w biurze.
Senior, który w piątek po południu konfiguruje laptopa nowemu rekruterowi, kosztuje firmę więcej niż cały miesiąc obsługi tego obszaru z zewnątrz. I zwykle robi to gorzej, bo robi to raz na kwartał.
Sprzęt, konta, dostępy i cały rytuał pierwszego dnia, a przy odejściu to samo w drugą stronę. W firmie z rotacją kontraktorów to zadanie wraca co kilka tygodni i jest pierwszym, które wypada z głowy, gdy zespół goni termin wydania.
Sprzedaż, rekrutacja, księgowość i zarząd. Te osoby nie zapytają dewelopera o zacinający się Excel, bo widzą, że przeszkadzają, więc żyją z problemem tygodniami. Helpdesk z zewnątrz działa tu lepiej niż kolega z open space, bo od tego jest.
Narzędzia kupowane kartą przez poszczególne zespoły, subskrypcje po ludziach, którzy odeszli, i odnowienia, o których nikt nie pamięta. W software housie ten bałagan rośnie szybciej niż gdziekolwiek indziej, bo każdy zespół dokłada własny zestaw narzędzi.
Czego nie ruszamy i nie chcemy ruszać: repozytoriów, potoków wdrożeniowych, chmury produktu i środowisk, które utrzymujecie dla klientów. To jest Wasza kompetencja i Wasza przewaga. Granicę zapisujemy w umowie, żeby nie było wątpliwości, kto odpowiada za co przy awarii, podobnie jak przy administracji serwerami.
Pytanie wraca za każdym razem, gdy przychodzi rachunek za dłuższy trening. Zanim policzycie własny sprzęt, warto sprawdzić rzecz, którą większość zespołów pomija.
U dużego dostawcy godzina karty H100 w rozliczeniu na kartę wypada około dwunastu dolarów, u dostawców wyspecjalizowanych w GPU od dwóch do czterech, a A100 potrafi zejść poniżej półtora dolara. To kilkukrotna różnica za ten sam układ, więc pierwsza optymalizacja kosztuje jedno popołudnie porównania, a nie inwestycję.
Roczna rezerwacja zbija cenę mniej więcej o jedną trzecią, trzyletnia o ponad połowę, a instancje przerywalne bywają tańsze o połowę i więcej. Jeżeli trening zapisuje punkty kontrolne i przeżyje wywłaszczenie, to jest najtańszy wariant chmury i nie wymaga niczego kupować.
Karta klasy serwerowej bierze od trzystu do siedmiuset watów i tyle samo trzeba odprowadzić w postaci ciepła. Do tego dochodzi zasilanie awaryjne, miejsce i hałas, którego nie da się znieść w open space. Maszyna z czterema kartami to nie jest komputer pod biurkiem, tylko mała serwerownia.
Nie podamy Wam okresu zwrotu, dopóki nie zobaczymy, ile godzin w miesiącu karty faktycznie liczą, bo to jedyna zmienna, która o tym decyduje. Przy równym, wysokim obciążeniu własny sprzęt wygrywa, przy pracy zrywami prawie zawsze wygrywa chmura. Sprzęt dobieramy i uruchamiamy, natomiast modele zostają po Waszej stronie, bo to Wy je znacie. Więcej o doborze maszyn przy serwerach dla firm.
Coraz częściej to nie oferta ani stawka decyduje o kontrakcie, tylko arkusz z pytaniami o zabezpieczenia, który przychodzi z działu zakupów klienta. Dla software house'u sprzedającego do korporacji jest to dziś realna bariera wejścia.
Firmy objęte ustawą o KSC muszą uwzględniać ryzyko swoich dostawców, więc wymagania spływają w dół łańcucha. Ankieta przyjdzie do Was, nawet jeśli sama ustawa Was nie obejmuje, bo to klient odpowiada za to, kogo wpuszcza do swoich systemów i danych.
Kto ma dostęp do kodu i danych klienta, czy logowanie ma drugi składnik, co dzieje się z dostępami po odejściu człowieka, jak często testujecie odtworzenie kopii, kto jest Waszym podwykonawcą i w jakim czasie zgłaszacie incydent. Pytania są powtarzalne i wracają w kolejnych przetargach.
Nie certyfikat, tylko spójne odpowiedzi i dowody na ich poparcie: konta imienne zamiast współdzielonych, drugi składnik logowania, spisaną procedurę odejścia, kopie z odnotowanym testem odtworzenia i listę podwykonawców. Rozjazd między ankietą a stanem faktycznym wychodzi przy pierwszym audycie klienta.
Nie sprzedajemy certyfikacji ISO 27001 i sami się nią nie legitymujemy. Przygotowujemy część techniczną i materiał dowodowy, czyli to, co można załączyć do ankiety zamiast deklaracji: zrzuty konfiguracji, raporty z testów odtworzenia i spis dostępów. Stan wyjściowy spisujemy w audycie IT, a warstwę organizacyjną opisuje bezpieczeństwo IT.
Sześć obszarów, które zdejmujemy z zespołu inżynierskiego. Pod każdym jest odnośnik do strony ze szczegółami.
Sprzęt, konfiguracja, zgłoszenia i onboarding, głównie dla osób spoza zespołu technicznego. Deweloperzy zwykle zostają przy własnych maszynach i tak jest dobrze.
Drugi składnik logowania, konta imienne, przegląd uprawnień i procedura odbierania dostępów, gdy kontraktor kończy projekt. To pierwsze pytanie w każdej ankiecie klienta.
Dobór, uruchomienie i utrzymanie serwerów z kartami GPU razem z zasilaniem, chłodzeniem i miejscem, w którym mogą stać, nie przeszkadzając ludziom.
Kod zwykle jest bezpieczny, bo leży w kilku miejscach naraz. Gorzej z dokumentami, pocztą, zbiorami danych i punktami kontrolnymi modeli, które istnieją w jednym egzemplarzu.
Administracja, uprawnienia i porządek w miejscach pracy zespołów, łącznie z pilnowaniem, ile miejsc faktycznie jest wykorzystywanych.
Spis narzędzi, właścicieli i terminów odnowienia. Najszybsza oszczędność w tej branży to zwykle miejsca opłacane za ludzi, którzy odeszli kilka miesięcy temu.
Czego nie obejmuje: kodu, potoków wdrożeniowych, infrastruktury produktu i środowisk utrzymywanych dla klientów. Nie prowadzimy też prac badawczych nad modelami, bo to nie jest nasza kompetencja i nie będziemy udawać, że jest.
Z zespołem technicznym rozmawia się inaczej, bo pytania są konkretne i trafne. Dlatego pierwsze spotkanie prowadzimy z Waszym CTO, a nie z działem administracyjnym.
Trzydzieści minut o tym, co zostaje u Was, a co ma sens po naszej stronie. Wracamy z listą ryzyk i propozycją podziału. Bez NDA i bez zobowiązań, lista zostaje u Was niezależnie od decyzji.
Kto ma dostęp do czego, w tym ludzie, którzy już nie pracują, i konta zakładane na potrzeby jednego projektu. W software housie to ćwiczenie prawie zawsze kończy się zaskoczeniem i jest najlepszym argumentem za porządkiem.
Uruchamiamy zgłoszenia, przejmujemy stanowiska poza zespołem inżynierskim i porządkujemy licencje. Zespół techniczny nie odczuwa zmiany poza tym, że przestają przychodzić do niego pytania o drukarkę.
Zgłoszenia, aktualizacje, testy odtworzenia i raport raz w miesiącu. Przy okazji powstaje komplet dowodów, który wykorzystujecie potem w ankietach bezpieczeństwa od klientów, zamiast zbierać go od zera przy każdym przetargu.
Strony, które wracają w rozmowach z firmami programistycznymi.
Wybierz branżę i zobacz, jak kompleksowe wsparcie IT i outsourcing IT dla MŚP może pomóc Twojej firmie.
Po to, żeby nie robili rzeczy, za które im nie płacicie. Devops utrzymujący produkt i środowiska klientów jest na swoim miejscu, a ten sam człowiek konfigurujący laptopa księgowej to najdroższa godzina w firmie. Dzielimy to tak, że Wasz zespół zostaje przy produkcie, a my bierzemy IT samej firmy.
Nie i nie chcemy go mieć. Zakres nie obejmuje repozytoriów, potoków wdrożeniowych ani środowisk produkcyjnych, a nasze konta w firmowych systemach mają uprawnienia potrzebne wyłącznie do tego, co robimy. Ten zapis wchodzi do umowy, bo jest też odpowiedzią na pytanie z ankiety Waszego klienta.
Decyduje jedna liczba: ile godzin w miesiącu karty faktycznie liczą. Przy pracy zrywami chmura wygrywa prawie zawsze, przy równym wysokim obciążeniu własny sprzęt zaczyna mieć sens. Zanim jednak cokolwiek policzycie, porównajcie dostawców chmury, bo różnice za ten sam układ bywają kilkukrotne.
Nie w open space, bo cztery karty po kilkaset watów to hałas i ciepło, których zespół nie zniesie. W praktyce zostają trzy drogi: wydzielone pomieszczenie z chłodzeniem, kolokacja w serwerowni operatora albo najem maszyny u dostawcy GPU. Przy każdej z nich policzymy z Wami prąd i chłodzenie, zanim podpiszecie.
Tak, w części technicznej. Odpowiadamy na pytania o konfigurację, dostępy, kopie i incydenty oraz dostarczamy dowody, które można załączyć. Części prawnej i umownej nie bierzemy, bo należy do kancelarii, a certyfikacji nie sprzedajemy. Uczciwie mówimy też, gdzie odpowiedź brzmi „nie" i ile kosztuje zmiana tego stanu.
Jest, tylko zakres wygląda inaczej. Odpada sieć i sprzęt biurowy, zostaje to, co i tak istnieje: konta, logowanie, licencje, kopie i sprzęt rozrzucony po mieszkaniach, w tym pytanie, co się z nim dzieje po odejściu człowieka. Przy pełnej zdalności ten ostatni punkt jest zwykle najbardziej zaniedbany.
Mniej niż w firmie tej samej wielkości z innej branży, bo połowa zespołu radzi sobie sama i nie generuje zgłoszeń. Wyceniamy od liczby obsługiwanych stanowisk i zakresu, a nie od liczby zatrudnionych, więc trzydziestoosobowy software house z dziesięcioma osobami nietechnicznymi płaci za dziesięć, nie za trzydzieści.
Na infrastrukturze pod nie tak: serwery, karty, sterowniki, zasilanie, sieć i kopie. Na samych modelach nie i nie będziemy udawać, że jest inaczej, bo w rozmowie z Waszym zespołem wyszłoby to w pierwszych pięciu minutach. Podział jest prosty: my utrzymujemy maszynę, Wy decydujecie, co na niej liczycie.
30 minut rozmowy o tym, co masz i co przeszkadza w pracy. W ciągu 1 dnia roboczego dostajesz listę ryzyk na jednej stronie i zostaje ona u Ciebie, także jeśli nie pójdziemy dalej razem. Jeśli Twoja sprawa nie jest dla nas, powiemy to od razu i wskażemy kogoś innego.
2019-2026 Interactive Workspace Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.