Hypervisor: warstwa pod maszynami wirtualnymi

Hypervisor to oprogramowanie, które dzieli jeden serwer fizyczny na wiele maszyn wirtualnych. Każda ma własny system, własne dyski logiczne i własną sieć, a sprzęt jest wspólny. Dzięki temu program księgowy, kontroler domeny i serwer plików nie stoją na trzech osobnych pudełkach, które i tak przez większość doby nic nie liczą. Awaria hypervisora jest jednak awarią wszystkich maszyn naraz, więc ta warstwa dostaje własną opiekę i własną kopię.

U klientów spotykamy głównie VMware, Hyper-V i Proxmox. Po przejęciu VMware przez Broadcom zniknęły licencje wieczyste. Zostały subskrypcje od rdzeni fizycznych, z minimum szesnastu rdzeni na procesor. To nie jest powód, żeby w panice przenosić wszystko w jeden weekend. Jest powód, żeby przy odnowieniu policzyć rdzenie i sprawdzić, czy sprzedawca nie dodał własnego progu ponad reguły producenta. Proxmox opisujemy osobno właśnie jako alternatywę, którą da się policzyć, a nie jako hasło „darmowy, więc lepszy”.

Hypervisor nie zwalnia z backupu. Migawka (snapshot) na kilka godzin przed aktualizacją jest narzędziem cofnięcia zmiany. Zostawiona na tydzień puchnie i zwalnia dysk. Nie jest kopią poza serwerem. Program backupu, który rozumie hypervisor, zdejmuje spójny obraz maszyny bez wyłączania jej na całą noc. To jest różnica między Veeam a kopiowaniem folderu z dysku, na którym maszyna pracuje.

Częsty błąd to jedna maszyna fizyczna bez drugiego węzła i bez kopii, z hasłem „mamy wirtualizację, więc jesteśmy bezpieczni”. Wirtualizacja skraca czas postawienia systemu od zera. Nie tworzy sama drugiego egzemplarza danych. Drugi błąd to dokładanie dysków do hypervisora bez sprawdzenia, czy kontroler i RAID przeżyją odbudowę. Trzeci błąd to sieć maszyn wirtualnych w jednej vlanowej zbiórce z komputerami użytkowników, bo „na razie działa”.

Dobór hypervisora zaczynamy od tego, co już stoi i kiedy kończy się obecna licencja, a nie od ulubionego narzędzia. Migracja ma sens, gdy rachunek albo brak funkcji boli. Nie ma sensu jako projekt dla samego projektu. Szczegóły porównania z VMware są na stronie Proxmoxa, a sam wybór serwera na stronie o serwerach.

Na jednej maszynie fizycznej bez drugiego węzła hypervisor nadal ma sens, bo skraca odtwarzanie: stawiamy kopię maszyny, a nie składamy systemu od płyty. Nie daje jednak przestoju bliskiego zeru. Do tego potrzeba drugiego serwera albo świadomej zgody, że awaria płyty głównej oznacza godziny, nie minuty. Tę zgodę warto mieć na piśmie przy zakupie, razem z liczbą rdzeni, od której liczy się subskrypcja. Inaczej rok później odnowienie z minimum szesnastu rdzeni na procesor jest niespodzianką, choć reguła producenta była znana w dniu wdrożenia. Drugi węzeł dokładamy, gdy ta godzina przestoju jest droższa niż drugi serwer, a nie dlatego, że „klaster wygląda poważniej”.

Zacznij od bezpłatnego przeglądu wstępnego

30 minut rozmowy o tym, co masz i co przeszkadza w pracy. W ciągu 1 dnia roboczego dostajesz listę ryzyk na jednej stronie i zostaje ona u Ciebie, także jeśli nie pójdziemy dalej razem. Jeśli Twoja sprawa nie jest dla nas, powiemy to od razu i wskażemy kogoś innego.

Wielkopolska · Poznań · Kalisz · Konin · cała Polska